4 listopada 2013

Dewaluacja "maratonu"

Biegam od kilku miesięcy dopiero. Pewnie jestem nadgorliwy ale chciałem się podzielić z Wami moimi odczuciami co do nadużywania słowa "maraton" we współczesnym świecie. Sport ten jest coraz bardziej popularny. I dobrze. Z każdym rokiem jest coraz więcej fajnych biegów. I prawie każdy ma w nazwie "maraton". Rozumiem, że chodzi o podniesienie rangi zawodów ale wpływa to na dewaluację, świętego (według mnie) dla biegacza słowa. Maraton to 42 km i 195 metrów. I to jest świętość! Mam wielki szacunek do tego dystansu i jest to dla mnie odległość magiczna. Może dlatego, że jestem w trakcie przygotowań do mojego pierwszego maratonu. Piszę o tym ponieważ czarę goryczy przelała dyskusja, której byłem świadkiem na jednym z portali społecznościowych. Padło pytanie "Jak minął weekend? Jakieś zawody czy trening?". I jedna pani odpisuje "Miałam trenować ale wybrała ćwierćmaraton...". Rany! Ćwierćmaraton?! Co to jest?! 10 km? Rozumiem, że powiedzieć "Wzięłam udział w zawodach na 10 km" to nie to samo co "Przebiegłam ćwierćmaraton". Może ktoś się nabierze, że to taki poważny biegacz ze mnie, że "maratony" biegam. Mnie tam przez gardło z trudem przechodzi "półmaraton" nawet. O innych "ćwierć" i "terc" nie wspominając. Zdecydowanie wolę "II Gliwicki Bieg Tureta" na 14 km niż "II Tercmaraton (od tercja) Tureta". ;)

2 komentarze:

  1. No ja to przebiegłam w takim razie kilka maratonów na raty hehhe ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. To czas przebiec cały za jednym zamachem. ;)

    OdpowiedzUsuń