27 października 2014

1 PZU Cracovia Półmaraton

Jeżeli chodzi o bieganie, to Kraków ma dla mnie znaczenie szczególne. Kilka miesięcy temu debiutowałem tam w maratonie. Poznałem wtedy znacznie lepiej samego siebie. Walczyłem z własnymi słabościami, upadałem i podnosiłem się mentalnie. Można śmiało powiedzieć, że stałem się tego dnia trochę innym człowiekiem.

Z Agnieszką i Pawłem tuż przed startem
Wczoraj było podobnie. Ale stało się to na drodze znacznie przyjemniejszej. Nie musiałem przechodzić przez piekło 5-kilometrowej ściany, żeby poczuć dumę i wielką satysfakcję. Tym razem z sukcesu innych biegaczy...

Zadebiutowałem bowiem w roli "zająca" zwanego też "pejsem" lub z angielska "pacemakerem" (czyt. pejsmejkerem). Leciałem na czas 2:00:00. Złamanie 2 godzin w "połówce" jest celem wielu biegaczy. Zarówno debiutujących jak i średnio zaawansowanych. Dlatego też towarzyszyła nam spora grupa zawodników, którzy podjęli próbę zmierzenia się z tą magiczną granicą. 

Piszę "nam", ponieważ w roli drugiego "zająca" wystąpił Daniel Bul. Nie znam Daniela zbyt dobrze, ale jestem przekonany, że to świetny biegacz i sympatyczny człowiek. Było mi bardzo miło "zającować" w towarzystwie tego chłopaka. 

Trzymaliśmy równe tempo na poziomie 5:38 min/km. Udało nam się nie szarpać. Mieliśmy świadomość, że przyspieszanie i zwalnianie może bardzo źle wpłynąć na biegnących za nami zawodników. Udało się to znakomicie. Na metę na stadionie Wisły Kraków przy ulicy Reymonta, dobiegliśmy z czasem netto 1:59:30.

The pacemakers power!
Najprzyjemniejszym momentem była ostatnia prosta przy Błoniach. Daniel krzyknął "Kto ma siłę, ten leci!". I nagle towarzystwo wkoło nas ruszyło żwawo do mety. Wtedy poczułem, że dobrze wywiązaliśmy się ze swojej roli. Kolejni biegacze mijali nas. Klepali po plecach, dziękowali za prowadzenie. To była super chwila. Na pewno jej nie zapomnę. Nie ma nic milszego, niż zrobić coś dla innych.

Chyba polubię ten "zawód". ;)

Niestety nie wszystko poszło tak, jak sobie tego życzyłem. Najbardziej żałuję, że przez wszelkie procedury związane z byciem "pejsem", nie miałem czasu na spotkanie z ludźmi z Drużyny Bartka. Na szczęście udało mi się choć uścisnąć dłoń większości z nich. Jednak na rozmowę w większości przypadków, nie było już czasu niestety. I tego mi w tym wszystkim najbardziej żal. Mam nadzieję, że będzie jeszcze okazja na dłuższe spotkanie i rozmowy. Szczególnie, że w Bartkowej ekipie biegają sami świetni i ciekawi ludzie. 

Wielu z nich pobiegło wczoraj wspaniałe zawody! Niektórzy złamali "życiówki" nawet o kilka minut! Jesteście wielcy! Serdecznie Wam gratuluję!

Galeria z zawodów

Na koniec międzyczasy z biegu "zajęcy" na 2:00:00:

4 komentarze:

  1. Przemek, bardzo Ci dziękuję za to równe tempo, nawet nie marzyłam o takim czasie, a dzięki Wam się udało! (http://www.maratonypolskie.pl/mp_index.php?dzial=2&action=44&code=41496)
    Pozdrawiam,
    Agata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cała przyjemność po mojej stronie. Serdecznie Ci gratuluję i pozdrawiam. Do zobaczenia na kolejnych biegowych imprezach. :)

      Usuń