![]() |
| Pakiet odebrany, czas na walkę. :) |
Podjąłem walkę na dystansie około 50 km.
Szacowane przewyższenie to blisko 2500 metrów. Czyli tak jakby wejść na
Rysy, ale… z poziomu morza. To robi wrażenie. Czułem do tej trasy
respekt, ale nie strach. I słusznie. Wszystko jest do zrobienia, jeżeli
podchodzi się do tego spokojnie i z głową.
Sprawę skomplikowało coś zupełnie od nas
niezależnego. Pogoda. Od wielu godzin bezustannie padało. Szlaki
zmieniły się w błotniste breje. Ultrasi, którzy wystartowali o północy
na dystansie 100 km, wpadli w pułapkę gęstej mgły. Niektórzy gubili
oznaczenia i zmuszeni byli do wcześniejszego zakończenia zawodów.
Start 50-tki wyznaczony były na 8:00.
Mgły się podniosły, jednak deszcz padał bez przerwy. W głowie miałem
prosty plan. Nie dać się porwać tłumom, zachować zapas energii na cały
bieg, zmieścić się w limicie na punktach i mecie. Proste.
![]() |
| Maraton już za mną, ale trzeba dalej... |
Biegłem sobie radośnie na południe, gdy
nagle poczułem, że coś mokro mi w zadek. Stwierdziłem ze zgrozą, że
rozerwał mi się bukłak. Całą wodę szlag trafił. Może nie całą. Zostało
na dwa łyki w rurce. Super. Miałem przed oczami widmo klęski. Uratowała
mnie miła Pani w schronisku na Soszowie. Może nie tyle Pani, co godziny
otwarcia bufetu. Nabyłem dwie wody do plecaka, jedną wypiłem na miejscu i
pocisnąłem w dół, do Wisły.
Potem była już wielka samotność. Nie
powiem, pasowała mi. Myślę, że około 35
kilometrów przebiegłem zupełnie
sam. Ale wtedy czułem się najlepiej. Nie ścigałem nikogo, nie ścigano
też mnie. Spokój, własny rytm, przyroda. Momentami było ponuro,
szczególnie między Wielką a Małą Czantorią. Z doliny nadciągnęły gęste
chmury. Widoczność spadła do 10-15 metrów. Wtedy poczułem się
niewyraźnie. Żywej duszy w zasięgu wzroku. Gdy minął pierwszy lęk,
poczułem wolność. Dziwna mieszanina uczuć, ale tak właśnie było. W
sumie nigdy nie byłem normalny. ;)
![]() |
| Takie widoki czekały na całej trasie |
Potem nadszedł czas próby. Długa i
żmudna wspinaczka na Czantorię. Tutaj zrozumiałem, że muszę popracować
nad siłą. Dałem się dogonić i wyprzedzić kilku zawodnikom. Ewidentnie
jest to element do mocnej poprawy u mnie. Gdy zacząłem zbiegać żółtym
szlakiem w doliny, myślałem, że najgorsze już za mną. Czas miał pokazać
jak bardzo się pomyliłem. Zapomniałem o wisience na torcie.
Kamieniołom. Po kilku kilometrach, z
gęstego lasu wyłoniła się potężna ściana. Dorównywała wysokością wielkim
jurajskim ostańcom, na których wspinałem się swego czasu. Po raz
kolejny poczułem się nieswojo. Trudno mi to wytłumaczyć, nie miałem
ochoty tam zostać. Po prostu. Jednak piętrzyła się przede mną prawie
pionowa, gliniasta ściana. Rozdeptana mocno butami zawodników, którzy
byli tutaj wcześniej. Moje Salomony nie nadają się jednak na takie
zawody. Nie w takim błocie. Podejście na szczyt uskoku było dla mnie
mordęgą. Praktycznie żadnych stopni, zsuwanie się w dół co kilka metrów.
Na samej górze byłem już lekko zdesperowany. Przerzuciłem kijki przez
krawędź uskoku i wgramoliłem się na czworakach na górę. Nie
podejrzewałem, że to miejsce będzie aż tak wymagające.
![]() |
| Refleksja na mecie ;) |
Na koniec coś bardzo ważnego. Wielkie
podziękowania dla organizatorów, za to, że znów stanęli na wysokości
zadania. Poza drobnymi wyjątkami (niestety brzemiennymi w skutki dla
niektórych) trasa była dobrze oznakowana.
Olbrzymie wyrazy wdzięczności dla
wszystkich wolontariuszy. Miłe przyjęcie rano w biurze zawodów i po
powrocie, na długo zostanie mi w pamięci. Na punktach też było super.
Mili ludzie, dużo wyrazów troski i sympatii. Dzięki temu łatwiej było
znieść ciężkie warunki biegu. Moja wdzięczność dla Was jest ogromna!
Wielkie gratulacje dla Wojtka Probsta za zwycięstwo na dystansie 100 km i dla wszystkich, którzy tego dnia ukończyli zawody!
Fajny materiał filmowy znajdziecie tutaj. Zaczyna się w 04:10. Nawet się załapałem. Przemykam w 06:50 całkiem jeszcze rześki i zadowolony. ;) Warto też posłuchać Artura Kuleszę. Ciekawie i prawdziwie mówi o bieganiu w górach.
Galeria z zawodów
Dystans: 49 km (+2500 m / -2500 m)
Czas: 8:38:50
Miejsce OPEN (mężczyźni): 78 / 96
Pełne wyniki
Dystans: 49 km (+2500 m / -2500 m)
Czas: 8:38:50
Miejsce OPEN (mężczyźni): 78 / 96
Pełne wyniki




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz