Bardzo smutny widok zastał mnie dzisiaj rano w "moim" lasku na zabrzańskim Maciejowie. Od kilku miesięcy postępuje tam intensywna wycinka drzew. Ciężki sprzęt rozjechał ścieżki, po których regularnie biegam, wszędzie pełno pozostałości po obróbce drewna, na niektórych duktach walają się wielkie brzozowe bale.
Wiem, że taka jest kolej rzeczy. Opodal rośnie bowiem młody las, który zasadzono dwa lata temu. Będę musiał jakoś przetrzymać ten okres, choć łatwo nie jest. Te drzewa były świadkami moich biegowych walk od dobrych kilku lat. Traktowałem je jak wiernych towarzyszy.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz