![]() |
| 6:10. Troszku się nie wyspałem. ;) |
5:40. 19 kwietnia. Wielka Sobota. Dzwoni budzik. Czas się zbierać. Dwa żele do plecaka, camelbak napełniam izotonikiem, pakuję zadek w samochód i ruszam pod "Szyb Maciej".
Rozgrzewka, lekki truchcik po asfalcie i znikam w czeluściach mojego ulubionego lasu na Maciejowie.
A co tutaj więcej pisać... Po 2 godzinach 47 minutach i 13 sekundach melduję się z powrotem pod "Maćkiem". W nogach 30 kilometrów leśnego crossu.
![]() |
| Słitfocia na 25 kilometrze ;) |
Kolejna bariera przełamana. To było w sobotę. Dziś jest wtorek. Nadal odczuwam skutki tego biegu. Mam nadzieję, że mimo wszystko wyjdzie mi to na dobre. Organizm musi nauczyć się i zrozumieć, że niedługo tak będzie popierniczał jakieś 4 godziny po Krakowie.
Ten tydzień z lekka luźniejszy będzie, w majówkę kolejna "trzydziestka" (w rodzinnych stronach) a potem to już superkompensacja i niewielkie dystanse.
Aż do 18 maja... :)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz