2 lutego 2015

Dylematy początkującego

Tak się złożyło, że ostatnio dzieliłem się swoimi doświadczeniami z początków biegowej przygody, z kilkoma osobami. Miały one mniej więcej podobne dylematy. Skłoniło mnie to, do popełnienia tego oto wpisu. Nie będzie w nim wykładu o jakości treningu ciała, raczej o tym co może Was spotkać na starcie w sferze mentalnej. A tutaj może się dziać naprawdę bardzo wiele. 

Trenując regularnie od ponad półtora roku, przeszedłem przez kilka "odmiennych stanów umysłu". Targała mną ambicja, chęć udowodnienia wszystkim jaki jestem świetny, były porażki i gorzkie rozczarowania. Była faza rezygnacji, gdy okazało się, że jednak nie jestem taki zajebisty jak myślałem, był czas spokoju i luzu. 

Aktualnie przebywam w stanie, w którym zdjąłem z siebie wszelką presję, biegam z dużą dozą radości. Myślę, że każdy powinien dojść w takie miejsce. Chciałbym teraz opisać w skrócie sprawy, które pomogły mi odnaleźć spokój duszy i frajdę z biegania. Może dzięki temu Wasza droga do treningu bez "spinania pośladów", będzie krótsza.

Słuchaj swojego organizmu i do niczego się nie zmuszaj. Pamiętaj, że nie jesteś zawodowcem, który bieganiem zarabia na życie. Masz ten komfort, że egzystencja Ciebie i Twojej rodziny, nie zależy od wyników na najbliższych zawodach. Wsłuchuj się w swoje ciało i naucz się odróżniać lenistwo od zmęczenia. W pierwszym przypadku zbieraj tyłek w troki i na trening. ;) W drugim, odpocznij. Jeśli odpuścisz trening, lub zmniejszysz obciążenia, nic się nie stanie. A możesz w ten sposób ustrzec się przed kontuzjami związanymi z przetrenowaniem. Wiem, że każdy chce biegać szybciej i dalej. Wiem, że macie swoje ambicje. Jednak postarajcie się by dążenie do wyznaczonego celu, nie zabijało w Was tego co najważniejsze, radości z biegu. To byłaby największa porażka. Wiem co mówię. 

Hamuj swoje ambicje. Nie dawaj się wciągać w wyzwania ponad Twoje siły. Teraz o to bardzo łatwo. Ktoś stworzy jakieś zdarzenie na fejsbuku, rzuci Ci wyzwanie na Endomondo i po chwili wypruwasz sobie flaki próbując przebiec 200 km w lutym. Nie tędy droga. W takiej sytuacji masz zawsze możliwość wciśnięcia przycisku "Odrzuć". I korzystaj z niego. Stosowana z umiarem asertywność, jest dużą zaletą. Nie ścigaj się z nikim. A już na pewno nie z biegaczami, którzy trenują od lat. Staraj się być lepszym od samego siebie, a dokładnie od tego biegacza, którym byłeś wczoraj. To jest Twój cel. Zobaczysz, że płynie z tego znacznie większa satysfakcja, od tej, którą odczuwasz wyprzedzając kogoś na finiszu biegu.


Z Krzyśkiem Zaniewskim w Kampinosie.
Znajdź sobie mentora. Nie chodzi mi tutaj o idola, raczej o nauczyciela, z którym masz szansę mieć stały kontakt. Z którym możesz wymieniać poglądy, poprosić o radę, wyżalić się. Ja miałem wielkie szczęście, że poznałem Krzyśka. Bardzo wiele mu zawdzięczam. I Wam też radzę znaleźć kogoś podobnego. Wybierzcie go starannie. Nie spieszcie się. Szukajcie wiedzy w książkach czy sieci, jednak zdanie waszego guru, ma mieć zawsze największą wagę.

Filtruj wszystko przez intelekt. O bieganiu można czytać wszędzie. Prawie każdy jest ekspertem. Wystarczy, że przeszurał 50 km. Za chwilę ma bloga, stronę www, profil na fejsie i zaczyna wygłaszać "mądrości". Takie czasy. Miejcie więc dystans do wszystkiego co czytacie. Zwykle nie wiecie kto to pisze, nie znacie jego doświadczenia, obciążeń, z którymi trenuje. Używajcie intelektu, dopasowujcie do siebie, nie chłońcie wszystkiego bezkrytycznie. Jeśli popełnicie taki błąd, pewnego dnia obudzicie się z szafą pełną sprzętu (którego nigdy nie wykorzystacie) i mętlikiem w głowie. 

Na Moście Poniatowskiego. Trening  z Krzyśkiem.
Urozmaicaj swój trening. Biegajcie w różnym terenie, po mieście, parku, lesie (jeśli to bezpieczne). Biegajcie szybsze i wolniejsze treningi. Jeśli nie boicie się, załóżcie czołówkę i lećcie w noc. Róbcie wszystko by nie dopadła Was rutyna. Jeśli macie tyle szczęścia, znajdźcie wartościowego partnera do wspólnych wypadów. Tutaj też ostrożnie. Nie ma sensu biegać z byle kim. Najlepiej poszukajcie kogoś, z kim można pogadać o czymś więcej niż interwały, wybiegania czy życiówki. Taki ktoś, to skarb. Żaden wynik na zawodach czy samotny trening, nie może równać się z tymi momentami gdy leciałem przez las z Mateuszem, czy przemakałem w Warszawie z Krzyśkiem. Unikajcie towarzystw wzajemnej adoracji. To takie grupy, w których ludzie tylko klepią się po plecach, mówią sobie jacy są zajebiści i... stoją w miejscu. A Wy przecież chcecie się rozwijać, choć nie za wszelką cenę.

Stawiaj sobie cele. Ale rób to z głową. Warto mieć cel długofalowy i kilka bliższych. Zaczynając bieganie, nie trenuj od razu pod Bieg Ultra Granią Tatr. ;) Zastosuj metodę żabich skoków. Wyszukuj cele bliższe. Na przykład bieg na 5 km, potem 10 i półmaraton. Może jakiś przełaj albo górski. Nie bądź też zbyt asekurancki. Pamiętaj, że stać Cię na więcej niż Ci się wydaje. Trafne w tej kwestii są słowa Michała Anioła, który powiedział "Największym niebezpieczeństwem dla większości z nas, nie jest wcale to, że mierzymy zbyt wysoko i nie osiągamy celu, ale to, że mierzymy zbyt nisko i cel osiągamy.".

Im dłużej biegam, tym mocniej jestem przekonany o tym, że wiele dróg może prowadzić do tego samego celu. Każdy idzie swoją ścieżką, pisze swoją historię, robi postępy w swoim tempie. Warto się na kimś wzorować, ale raczej na zasadzie wyznaczania sobie kierunku, w którym chcemy podążać, niż bezkrytycznego dreptania po jego śladach. Słuchajcie więc siebie, swojego intelektu, instynktu i ciała. Nie traćcie radości z biegu. Żaden medal nie będzie dostateczną nagrodą, jeżeli będziecie działać wbrew sobie. 

Tego Wam życzę! Do dzieła! :)

4 komentarze: