Jak może wiecie, (a może nie) diabli wzięli mój maraton w Kampinosie. Z przyczyn niezależnych ode mnie nie mogłem pojechać w sobotę do Warszawy i powalczyć na trasie królewskiego dystansu w pięknej puszczy.
Jednak płacz i narzekanie nie leży w mojej naturze. Udało mi się szybko otrząsnąć z tego niemiłego przeżycia, i zacząłem szukać nowego celu. Szykowałem się do maratonu, więc cel nie mógł być mniej wartościowy.
Przypomniałem sobie taki biegowy event jak "Beskidzka 160tka Na Raty". W ramach tej imprezy rozgrywane są zawody na trzech dystansach. Półmaratonu, maratonu i ultra. W okolicach Ustronia wyznaczono pętlę o długości około 22 km. Przewyższenie 2000 m.
Czyli mówiąc krótko - grubo. Uznałem, że pasuje. :)
Czyli mówiąc krótko - grubo. Uznałem, że pasuje. :)
Przyznam szczerze, że wahałem się między dystansem maratonu i połówki, jednak w ostatecznym rozrachunku uznałem, że na maraton przyjdzie czas. Teraz pojadę po doświadczenie i zapiszę się na półmaraton. Duże jak na ten dystans przewyższenie, zadziałało na moją wyobraźnię. ;)
Trzymajcie kciuki.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz