![]() |
| 13 Cracovia Maraton - jeszcze biegłem |
Przede wszystkim nie zaszkodzić. Miałem w głowie te słowa przez cały okres przygotowań do maratonu w Kampinosie. I jakoś się udało. Życiówki z tego nie będzie zapewne, ale może być coś innego. Moim celem jest przebiec maraton. Tak. Nie ma w tym zdaniu błędu. Ktoś zapyta "Przecież już przebiegłeś królewski dystans w Krakowie półtora roku temu?". No właśnie nie. Nie przebiegłem. Pokonałem go, ale nie przebiegłem.
Teraz chcę to zrobić. Bez marszu, bez obijania się od ściany do ściany. Z gorszym wynikiem, ale w lepszym stylu. Miałem to zrobić na wiosnę tego roku w Warszawie. Ale szyki pokrzyżowała mi kontuzja pasma biodrowo-piszczelowego. Otóż to. Nieprzyjemna sprawa. I to od niej wszystko się zaczęło, a dokładnie to, co za chwilę skończy się moim udziałem w kolejnym maratonie. Tym razem w pięknej Puszczy Kampinoskiej.
Gdy dopadło mnie "pasmo", miałem sporo czasu na przemyślenia. Analiza tego co było przyniosła sporo wniosków. Po konsultacjach z fizjoterapeutami, doświadczonymi kolegami, a nade wszystko po krytycznym spojrzeniu na swoje własne działania, ustaliłem plan wychodzenia na prostą.
Przede wszystkim należało zrobić porządek z samym pasmem. Zafundowałem sobie 2 tygodnie przerwy od biegania. W tym czasie rolowałem pasmo na butelce z wodą gazowaną, ćwiczyłem górne partie ciała i rozciągałem się. Po upływie tego czasu wróciłem do spokojnych biegów. Dystanse do 5 km w spokojnym tempie.
Dołożyłem sporo rozciągania, okładałem stawy zimnymi żelowymi kompresami, gdy tylko czułem, że coś może być nie tak. Trzymałem ułańską fantazję w ryzach, co wcześniej mi się nie udawało. Z perspektywy czasu uważam, że to właśnie brak wsłuchiwania się w organizm, był główną przyczyną kontuzji.
Nie zważałem na przemęczenie. Cisnąłem wszystko zgodnie z założonym planem, i to był błąd, którego nigdy już nie popełnię. Wszelkie oznaki przetrenowania zacząłem traktować bardzo poważnie. Reaguję natychmiast odpuszczając treningi lub zmniejszając kilometraż. Mogę sobie na to pozwolić, bo zrozumiałem i przyjąłem w całości prostą prawdę, która mówi, że odpuszczenie jednego treningu nie zrujnuje mojej formy, a może uratować przed poważanymi kłopotami.
I tutaj pojawia się kolejna sprawa. Związana bezpośrednio z regeneracją. Suplementacja w dniach treningowych. Żeby zregenerować mięśnie poddane intensywnemu wysiłkowi, potrzeba około 20 g białka. Można je dostarczyć na wiele sposobów. Od jedzenia nabiału, poprzez suplementy diety, aż po niejaką spirulinę (łatwo przyswajalne białko z alg morskich, wyglądające jak błoto). Ja z ochotą pijam kefiry. W porcji 400 g jest 12-13 g białka i około 130 kcal. Wypicie dwóch sztuk w dniu treningu nie zrobi Wam krzywdy, szczególnie, że kalorie też trzeba uzupełnić.
Kolejna sprawa to aminokwasy o rozgałęzionych łańcuchach (BCAA). Wiem, że jest wśród Was wielu zagorzałych przeciwników "chemii". Ja też taki byłem. Ale ten suplement jest wart uwagi. Odkąd stosuję BCAA o wiele szybciej się regeneruję. Słyszałem jednak opinie, że nie na każdego działa oraz takie, że musi to być produkt dobrej jakości. Inaczej nie da żadnego efektu. Nie namawiam Was, sygnalizuję po prostu, że na mnie działa.
Kolejną rzeczą, którą zmieniłem radykalnie, było tempo wybiegań. Zdecydowanie je zmniejszyłem. Wcześniej jedno gadałem, a robiłem drugie. Potrafiłem biegać półmaratony niewiele wolniej niż moje życiówki. W treningu po lesie. Głupota. Nie dziwię się już wcale, że wszystko siadło. Teraz pilnuję się by biegać w okolicach 5:45-6:00. To dla mnie "zakres tlenowy", więc przebycie w takim tempie 25-30 km, nie kończy się "masakracją" jak kiedyś.
Zastanawiam się nad puentą. I przychodzi mi do głowy przesłanie dla biegaczy, którzy cierpią aktualnie w związku z różnymi urazami. Każdego z nas czeka wcześniej czy później taka "smuga cienia". Niestety. Ale nie załamujcie rąk, z wszystkiego można się wykaraskać, pod warunkiem, że podejmie się rozsądne działania i da sobie czas.
Moja osoba jest na to dowodem. :)
Trzymajcie za mnie kciuki 17-tego października. Stanę wtedy na starcie mojego drugiego maratonu. Biegu, w którym występ jeszcze kilka miesięcy temu wydawał się tak odległy. A tutaj proszę, zaraz będę cisnął po pięknych szlakach Puszczy Kampinoskiej.
Gdy dopadło mnie "pasmo", miałem sporo czasu na przemyślenia. Analiza tego co było przyniosła sporo wniosków. Po konsultacjach z fizjoterapeutami, doświadczonymi kolegami, a nade wszystko po krytycznym spojrzeniu na swoje własne działania, ustaliłem plan wychodzenia na prostą.
Przede wszystkim należało zrobić porządek z samym pasmem. Zafundowałem sobie 2 tygodnie przerwy od biegania. W tym czasie rolowałem pasmo na butelce z wodą gazowaną, ćwiczyłem górne partie ciała i rozciągałem się. Po upływie tego czasu wróciłem do spokojnych biegów. Dystanse do 5 km w spokojnym tempie.
![]() |
| Czas głębokiego dołka |
Nie zważałem na przemęczenie. Cisnąłem wszystko zgodnie z założonym planem, i to był błąd, którego nigdy już nie popełnię. Wszelkie oznaki przetrenowania zacząłem traktować bardzo poważnie. Reaguję natychmiast odpuszczając treningi lub zmniejszając kilometraż. Mogę sobie na to pozwolić, bo zrozumiałem i przyjąłem w całości prostą prawdę, która mówi, że odpuszczenie jednego treningu nie zrujnuje mojej formy, a może uratować przed poważanymi kłopotami.
Kolejna sprawa to aminokwasy o rozgałęzionych łańcuchach (BCAA). Wiem, że jest wśród Was wielu zagorzałych przeciwników "chemii". Ja też taki byłem. Ale ten suplement jest wart uwagi. Odkąd stosuję BCAA o wiele szybciej się regeneruję. Słyszałem jednak opinie, że nie na każdego działa oraz takie, że musi to być produkt dobrej jakości. Inaczej nie da żadnego efektu. Nie namawiam Was, sygnalizuję po prostu, że na mnie działa.
Kolejną rzeczą, którą zmieniłem radykalnie, było tempo wybiegań. Zdecydowanie je zmniejszyłem. Wcześniej jedno gadałem, a robiłem drugie. Potrafiłem biegać półmaratony niewiele wolniej niż moje życiówki. W treningu po lesie. Głupota. Nie dziwię się już wcale, że wszystko siadło. Teraz pilnuję się by biegać w okolicach 5:45-6:00. To dla mnie "zakres tlenowy", więc przebycie w takim tempie 25-30 km, nie kończy się "masakracją" jak kiedyś.
![]() |
| Radosne bieganie w Lesie Kabackim |
Moja osoba jest na to dowodem. :)
Trzymajcie za mnie kciuki 17-tego października. Stanę wtedy na starcie mojego drugiego maratonu. Biegu, w którym występ jeszcze kilka miesięcy temu wydawał się tak odległy. A tutaj proszę, zaraz będę cisnął po pięknych szlakach Puszczy Kampinoskiej.



Będę trzymać kciukasy bardzo bardzo!
OdpowiedzUsuńStokrotne dzięki. :)
Usuń