Był to dzień jak wiele innych. Poszedłem do lasu na Maciejowie na tradycyjną tygodniową ósemeczkę w miłych okolicznościach przyrody. Humor popsuł mi jednak widok wyciętego lasu przy ulicy Srebrnej. Kiedyś z przyjemnością leciałem tędy na trening, teraz to męczarnia.
![]() |
| Ja z prawej, Mateusz z lewej w głębi |
Po 40 minutach szurałem już z powrotem, wybiegłem na asfalt i truchtałem w stronę samochodu zaparkowanego obok Szybu Maciej. Od strony miasta zbliżał się biegacz. Wydawało mi się, że przypomina mi kogoś z postury, kogoś kto nie pasuje mi nijak do tego miejsca. Powiedzieliśmy sobie "cześć" i polecieliśmy każdy w swoją stronę.
To spotkanie nie dawało mi jednak spokoju. Ten styl biegu przypominał mi do złudzenia chłopaka, którego poznałem na Półmaratonie PZU w Krakowie. Potem spotkaliśmy się ponownie na połówce Marzanny w tym samym mieście. Byliśmy zającami na tych zawodach.
I tutaj w sukurs przyszedł mi niezawodny facebook. :) Mam Mateusza w znajomych. Dałbym sobie uciąć głowę, że facet jest spod Krakowa (Mateusz myślał to samo o mnie), wszedłem na jego profil a tam "Mieszka: Zabrze". O w mordę! :) Wysmażyłem więc szybko przemowę na komunikatorze.
![]() |
| Mateusz i ja po pierwszym wspólnym treningu |
Oczywiście! Mateusz mieszka w Zabrzu! Trenuje w tych samych okolicach! Jaja zupełne.
Całe szczęście, że wpadliśmy na siebie pod laskiem. Wczoraj odbyliśmy pierwszy wspólny trening świętując Dzień Niepodległości. Przeciorałem chłopaka po leśnych ścieżkach. ;)Trochę się poślizgał i ubrudził, ale twierdzi, że było fajnie. Czeka go tylko zakup butów terenowych i będziemy cisnąć razem aż miło. Bardzo jestem rad, bo to kolejny miły towarzysz niedoli.
Tworzy się powoli silna ekipa "Morning Runners". Kto wie, może kiedyś pojawi się oficjalnie jako biegowa grupa. ;) Ale to mniej istotne. Ważne, że zyskałem kolejnego biegowego bratniego ducha. I z tego najbardziej się dzisiaj cieszę.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz