![]() |
| Z Kamilem i Michałem (2 km do mety). |
Start w II Pucharze Gór Świętokrzyskich zaplanowałem już kilka miesięcy temu. Połączyłem go zgrabnie z przyjazdem do mojego rodzinnego Osieka. Dzięki temu mogłem wyjechać w niedzielę rano i zameldować się w Krajnie tuż po godzinie 7:00. Start zaplanowany był na 8:30.
Pobiec miałem na pełnym luzie w towarzystwie Kaśki. Moja znajoma biegaczka z Rzeszowa nie mogła jednak przyjechać, więc strategię szlag trafił... tak mi się wydawało. W niedzielny poranek los zesłał mi jednak dwóch "brothers in arms". Kamila i Michała. Założenia mieliśmy podobne. Nie zarzynać się, mieć dużo radochy z biegu i wzajemnego towarzystwa. Dodatkowym celem sportowym było złamanie 5 godzin i 30 minut.
Pobiec miałem na pełnym luzie w towarzystwie Kaśki. Moja znajoma biegaczka z Rzeszowa nie mogła jednak przyjechać, więc strategię szlag trafił... tak mi się wydawało. W niedzielny poranek los zesłał mi jednak dwóch "brothers in arms". Kamila i Michała. Założenia mieliśmy podobne. Nie zarzynać się, mieć dużo radochy z biegu i wzajemnego towarzystwa. Dodatkowym celem sportowym było złamanie 5 godzin i 30 minut.
I tak też się stało. Były śmichy, były chichy, pogaduchy, wzajemne wspieranie i mobilizowanie. Ale była też walka, były szybkie zbiegi, trudne podejścia (Łysica), szybkie podchodzenie i marszobieg Gallowaya. Wszystkiego po trochu i w zdrowych proporcjach. Dzięki temu było miło, ale na końcu okazało się, że mamy też satysfakcję z wyniku.
Do Krajna dotarliśmy niemal jednocześnie z czasem poniżej 5 godzin i 10 minut. Pokazując, że została w nas jeszcze moc, zrobiliśmy z Michałem po 10 pompek tuż przed linią mety. ;) Zebraliśmy sporo oklasków i z uczuciem dobrze wykonanej "roboty", odebraliśmy pamiątkowe medale.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz