11 września 2017

Powrót na Baranią Górę

Już chyba od roku planowaliśmy z Łukaszem wspólne wyjście w Beskidy. Ciągle coś nam przeszkadzało. A to pogoda, a to jakieś nagłe wypadki. W końcu się udało. Celem stała się Barania Góra, którą znam z ostatniej zimowej biegowej wyrypy. Zrobiła na mnie wtedy niesamowite wrażenie. Cieszyłem się na kolejne spotkanie z tym magicznym rejonem Beskidu Śląskiego.

Łukasz postanowił zabrać ze sobą Lunę. Rezolutnego buldoga francuskiego. Wahaliśmy się, czy prawie 18-to kilometrowy marsz po górach jest dla niej... okazało się jednak, że była w znacznie lepszej formie od nas. 

Poranek na zboczach Baraniej Góry

Pobudka o 3:45, wyjazd o 4:30. O godzinie 6:10 byliśmy już na szlaku. Wygraliśmy tę samą drogę, którą biegłem w zimie. Samochód został w Istebnej pod schroniskiem "Zaolzianka", a my ruszyliśmy przez Pietraszonkę w kierunku Baraniej Góry. 

W drodze na szczyt

Byliśmy przekonani, że o tej porze jesteśmy sami w tym potężnym masywie. Jednak w okolicach schroniska na Przysłopie zaczęli pojawiać się ludzie. A to jakiś biegacz, a to młodzi pasjonaci fotografii, którzy polowali na wschód słońca. W okolice szczytu dotarliśmy po 2 godzinach (z małym okładem) marszu. Od pewnego czasu dokuczał nam mocny wiatr. Udało nam się jednak znaleźć zaciszne miejsce trochę poniżej szczytu z widokiem na masywy po wschodniej stronie. Zapoczątkowaliśmy w tym momencie nową hipsterską tradycję. Łukasz wyjął z plecaka AeroPress, czyste szklanki, kawał ciasta i kawę. Ja miałem termos z gorącą wodą. Jesienna kawa pod szczytem Baraniej Góry. To się będzie działo co roku, dopóki starczy nam zdrowia i sił. 

Łukasz parzący kawę

Luna w świetnej formie tarzała się w wysokich krzewach jagód. My kontemplowaliśmy góry popijając kawę. Łukasz postanowił poćwiczyć ze swoim nowym aparatem. Zaczęła się ambitna sesja. Modelem była Luna. :)

Fotograf i modelka

Pozowała świetnie z wyżyn pniaka. Łukasz wił się jak w ukropie szukając dobrego światła. Było wesoło. Spędziliśmy na szczycie trochę czasu. Ale niestety, wszystko co dobre, szybko się kończy. Chcieliśmy wrócić do Zabrza wczesnym popołudniem, zatem już przed 10:00 byliśmy w drodze powrotnej.

Nasza wesoła trójka tuż przed powrotem ze szczytu

Na szlaku zaroiło się od turystów idących w stronę szczytu. Luna robiła furorę. Niemal każdy ją zaczepiał. :) Przyszło nam do głowy, że w czasie kolejnych wypraw będzie można podjąć próbę podrywania dziewczyn sposobem "na bulgoda francuskiego". ;)

Zmęczenie w końcu dało się we znaki

W domu byliśmy koło 14:00. Bardzo intensywny poranek, ale mnóstwo pozytywnych chwil. Wracaliśmy niewyspani, jednak bardzo zadowoleni. Z głośników samochodowych płynęła dobra muzyka. Mam nadzieję, że to była pierwsza z wielu świetnych wyryp górskich w tym składzie. Bardzo sobie tego życzę.

2 komentarze:

  1. Świetne zdjęcia Beskidy są magiczne bardzo. Życzę Wam dalszych ciekawych, wspólnych wypraw 😊🗻

    OdpowiedzUsuń