19 maja 2014

13 Cracovia Maraton

No i przyszedł ten dzień. Debiut w maratonie. Dziwiło mnie, że podchodzę do tego wszystkiego co się ma stać z takim spokojem. Zwykle już na dwa dni przed zawodami odczuwam zaniepokojenie. A tym razem - nic. Zastanawiałem się co to może oznaczać i do czego doprowadzić. Z drugiej strony, stres zabiera energię. Cieszyłem się, że udaje mi się go uniknąć.

W niedzielę zaczęło się od pobudki o 5:10. O 6:00 siedziałem wygodnie w fotelu w autobusie i zastanawiałem się jak to będzie...


A było tak...
Z Mateuszem Wójcikiem w strefie startowej

Najpierw spotkałem dziewczyny i chłopaków z Drużyny Bartka. Świetni ludzie, znakomici biegacze! To było niezmiernie miłe i motywujące spotkanie. Nastroiło mnie jeszcze bardziej pozytywnie. O 9:00 przepychaliśmy się z Mateuszem Wójcikiem do strefy startowej oznaczonej 3:45-4:00. Ciasno tam było okrutnie. Potem usłyszeliśmy dwa wybuchy. Padły niewybredne żarty, że dżihad się rozpoczął i... ruszyliśmy z wolna by spełniać nasze marzenia.

Moja taktyka była dość śmiała. Jak się później okazało... zbyt śmiała. Postanowiłem pobiec pierwsze 20-21 km za "zającami" na czas 3:45. Byłem przekonany, że bez problemu utrzymam tempo 5:20 min/km przez 30 km. Były raczej pobożne życzenia.

Pogoda mi nie sprzyjała. Zresztą patrząc na ilość zasłabnięć, których byłem świadkiem, nie tylko mnie nie sprzyjała. Pierwsza część biegu odbywała się w parnym powietrzu. Potem (około 31 km, przy Krakowskich Błoniach) dopadła nas ulewa. Deszcz zadziałał na mnie odświeżająco i pozwolił kilka krytycznych (zdawałoby się) kilometrów, przelecieć bez kryzysu. 

Jednak zanim dotarłem do 30 km, okazało się, że bieg za "balonikami" na 3:45 nie ma sensu i skończy się dla mnie marnie. Dałem więc na luz. Baloniki oddalały się (patrzyłem na to z żalem) a ja zacząłem biec coś pomiędzy 5:30 - 5:40. I takie tempo było do zniesienia. Pomyślałem "dobra nasza". 

Na 32 km wciąż byłem nastawiony optymistycznie. Mówiono mi, że tam bywa ściana. Jakoś nie było. Poczułem się lepiej. Zażyłem kolejny "Squeeze Gel" (niestety 2 z 5 zgubiłem po drodze i to też mogło mieć znaczenie na późniejszym etapie maratonu) i po chwili poczułem przyjemny przypływ mocy. I tak było do jakiegoś 35 km...

Okolice 39 km
A potem zaczęło się coś psuć. ;) Ściana, która do tej pory zdawała się być z gazobetonu, zaczynała przybierać na gęstości. ;) Twardniała z każdą minutą i próbowała mnie zatrzymać. 

Na 37 km poczułem, że czas umierać. ;) I wtedy przyszła mi do głowy rada, którą kiedyś przeczytałem. Chodziło o to, by w momentach kryzysu dać sobie luz. Maszerować żwawo na podbiegach, dając mięśniom chwilę spoczynku, a po płaskim i z góry starać się biec. 
Spojrzałem na zegarek. 37 km w czasie 3:25. Mam ponad pół godziny by pobiec 5 km. Normalnie to biegłbym tyłem i by się udało, ale to nie był normalny moment. Każdy kilometr wydawał się ciagnąć w nieskończoność. Zastosowałem znane sztuczki. Mówiłem sobie "dobiegnij do tego znaku a potem pomaszeruj minutę". I pomogło. Tak dotarłem do stóp wawelskiego wzgórza.

Ostatni, zupełnie lekki podbieg pokonałem żwawym marszem. Pomyślałem, że na ostatnich metrach, wśród tłumów kibiców (którzy byli wspaniali), głupio będzie maszerować z nietęgą miną. Zebrałem się więc w sobie, zaciąłem zęby i zapominając o palących mięśniach, ruszyłem biegiem do mety. 

Finiszowe metry pokonałem z wrodzoną gracją słonia w składzie porcelany. ;) Przyznam, że po przekroczeniu mety miałem dosyć. Dawno już nie byłem tak obolały. 

Jednak było warto zawalczyć o spełnienie marzenia! Mimo bólu...

Ostatecznie minąłem linię mety w czasie 3:55:42. 
Dało mi to 2391 miejsce na 5378 startujących.

Na koniec chciałbym serdecznie podziękować wszystkim, którzy wspierali mnie w tej trudnej drodze do maratońskiego celu. Dziękuję za cenne rady i wsparcie. Za motywację i optymizm. Za wiarę we mnie. Bez Was osiągnięcie tego celu byłoby o wiele trudniejsze. 

8 komentarzy:

  1. Ogromny szacunek dla Ciebie Przemku i dla wszystkich uczestników tego maratonu. Mój syn też ma na imię Przemek i też pierwszy raz brał udział w tym maratonie. On przebiegł ten dystans z czasem 3:50:20 a zakładał , że ukończy go z czasem 3:58:12. Jestem szczęśliwa i dumna jako matka ale też podziwiam Was wszystkich , którzy mają taka pasję i takie samozaparcie.Trzymam za was kciuki. Jesteście wielcy i wspaniali jako ludzie.Powodzenia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo serdecznie dziękuję za miłe słowa. Widziałem ludzi z napisem "Przemek" na trasie. Kolega się śmiał, że to moi kibice. :)

      Usuń
  2. Gratulacje! Świetny czas jak na debiut i ciekawy artykuł, dobrze się czyta ;) Teraz tylko trenować ciężej i pobiec 3:45.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. 3:45 to mój cel na wrzesień. ;) Zobaczymy jak to się wszystko potoczy. Po tym co przeżyłem w Krakowie mam wielki szacunek dla wszystkich maratończyków i ogromną pokorę dla tego dystansu.

      Usuń
  3. Wspaniale! To było niesamowite wydarzenie ;) W tym roku byłam "obserwatorem kibicem", ale za rok.. może i ja wystartuję :)

    Gratuluję załamania 4h!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo! Życzę Ci powodzenia w przyszłym roku! :)

      Usuń
  4. Gratulacje! Piękny debiut! Że boli ... na maratonie już chyba tak po prostu jest :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Jak to ultramaratończycy mówią "ból jest twoim przyjacielem, dzięki niemu nigdy nie będziesz czuł się samotny". ;) Pozdrawiam.

      Usuń