W tym wpisie chciałem podzielić się z Wami moimi przemyśleniami na temat przygotowań i samego startu w maratonie.
Trening
- Jesteśmy konsekwentni i regularni.
- Definiujemy sobie pewien "próg bólu" poniżej którego nie przejmujemy się urazami i trenujemy normalnie. Nie rozczulamy się nad sobą ale jesteśmy czujni i słuchamy sygnałów dochodzących z organizmu.
- Stosujemy suplementy diety, które pozwalają nam dbać o stawy, uzupełniają witaminy i minerały (szczególnie magnez i potas), które są trenującym sportowcom potrzebne w większej ilości niż "szaremu zjadaczowi chleba".
- Trenujemy według planu. Jest ich sporo w internecie, na przykład w sekcji "Trening" na portalu bieganie.pl.
- Koncentrujemy się na długich wybieganiach w zakresie "tlenowym". Przynajmniej dwa razy pobiec 30 km lub więcej. Uważam wbrew pewnym opiniom, że warto choć raz zrobić wybieganie pod 35 km (sam nie zrobiłem i żałuję). Jeżeli mamy odpuścić trening to zróbmy to w tygodniu, tak by wybieganie weekendowe przeprowadzić bez zakłóceń.
Przygotowanie startowe
- Dbamy o dobre nawodnienie przed zawodami. 2-3 dni przed biegiem wypijamy na przykład szklankę wody co godzinę tak by wyszło 2,5 litra dziennie. Poza tym pijemy herbaty, kawy, soki itp.
- Uzupełniamy glikogen poprzez spożywanie produktów z wysoką zawartością węglowodanów. Podczas "ładowania węgli" można wspomóc się specyfikami zwanymi z angielska "carboloader". Jeden z nich to produkt Vitargo. Polecony mi przez doświadczonego maratończyka, sprawdził się doskonale. Piłem go przez 3 dni po jednej saszetce na noc oraz na 45 minut przed startem.
- Staramy się nie denerwować. Stres zabiera mnóstwo energii, która jest potrzebna w trakcie biegu.
- Próbujemy wyspać się póki możemy. Załóżmy, że noc bezpośrednio przed maratonem może być marna. ;)
Start
- Do strefy startowej przybywamy odpowiednio wcześnie, by złożyć swoje osobiste rzeczy w depozycie, przygotować się do startu i odnaleźć się w atmosferze biegu.
- Nie szalejemy z tempem na pierwszych 20 km. Nie posłuchałem tej rady i miałem problemy. W debiucie nie wiemy na co nas stać i lepiej nie przeszacować swoich możliwości.
- Jemy i pijemy co dają w punktach odżywczych. Pamiętajcie, że miejsce ich ustawienia nie są przypadkowe. Wszystko jest przemyślane przez doświadczonych ludzi i należy z tego doświadczenia korzystać. To akurat była rada, do której zastosowałem się w 100%. Śmiem twierdzić, że dzięki temu dałem radę ukończyć maraton mimo permanentnej "ściany" od 37 km.
- Zaopatrujemy się w żele energetyczne i pas maratoński. Mocujemy je solidnie i uważamy by nam nie wypadły po drodze. Ja straciłem 2 z pięciu co musiało wpłynąć na moją strategię odżywiania.
Powodzenia maratończycy! :)
Dobre razy i wróce do nich jak przyjdzie na mnie pora :D
OdpowiedzUsuńTego Ci życzę. :)
Usuń