Wpis ten skierowany jest do biegaczy o dużym dystansie do mnie i biegania. Nie wszystkie słowa są poważne i na większość z nich należy patrzeć z przymrużeniem oka. Uruchomiłem niezmierzone pokłady mojej autoironii i malkontenctwa, pochyliłem się nad sensem startu w biegowych "masówkach" i wyszło mi, że warto... je mocno ograniczyć. Ponieważ...
- Zaoszczędzę na startowym i dojazdach.
- Będę miał więcej czasu dla tych, którzy nie biegają, a są mi bliscy.
- Nikt nie będzie mi mówił ile kilometrów, kiedy i gdzie masz pobiec.
- Nie będę musiał dreptać po miejskim asfalcie w tłumie kolekcjonerów medali.
- Z fajnymi ludźmi mogę biegać treningi, tam gdzie chcę i kiedy mam na to ochotę.
- Nie będę musiał odpowiadać wnukom na pytanie, czy miejsce 1789 na 4150 biegaczy to dobry wynik.
- Nie będę musiał tłumaczyć znajomym, że medale wiszące na honorowym miejscu w salonie, nie są za miejsca na podium.
- Dzieci i żona nie będą mnie pytać dlaczego znowu nie wygrałem biegu.
- Nie będę drżał w obawie, że ktoś w końcu zapyta o moje czasy. I będzie się na bieganiu znał.
- Uniknę stresu spowodowanego staniem przed lustrem i wciskaniem sobie kitu, że złamanie 3:45 w maratonie, do którego dążę od lat, to kapitalny wynik.

I to jest mój nowy dekalog... Biegowego autsajdera. ;)
A co tu hejtowac? :) Amatorzy na szczęście nic nie muszą a jedynie chcą ;)
OdpowiedzUsuń1. Wszystko można hejtować.
Usuń2. Trafiłaś w sedno. Chcieć i musieć. Mam wrażenie, że to pierwsze przechodzi w drugie za szybko u biegaczy-amatorów. Ja właśnie zmierzam twardo w drugą stronę. Nie tylko o tym mówię. Rovię to. :-) I bardzo mi z tym dobrze.
I gdzie ten hejt? Nastawiłam się na wiadro pomyj, a tu tak przyjemnie :-D
OdpowiedzUsuńMówiłem, że przegrzałem atmosferę, zamiast ją podgrzać. ;)
UsuńZdrowe podejście to podstawa ;)
OdpowiedzUsuńOtóż to! :) Dziękuję.
Usuń