3 września 2015

Tylko krowa nie zmienia zdania o... kompresji

Wielu z Was zna moje zdanie o kompresji w bieganiu. Uważam, a może raczej uważałem, że ma ona sens jedynie w procesie regeneracji po ciężkich treningach. Powoli zmieniam jednak zdanie. Skłoniło mnie do tego doświadczenia ostatnich kilku tygodni.

Zbliża się Maraton Kampinoski. Zacząłem więc powoli zwiększać obciążenia treningowe. Doszły dłuższe weekendowe wybiegania. W porównaniu z miesiącami po kontuzji ITBS, biegam prawie dwa razy więcej. I być może to stało się przyczyną tego co nastąpiło jakiś czas temu.

Po jednym z treningów poczułem coś, z czym niestety kiedyś walczyłem. Ból w dolnej części goleni, po wewnętrznej stronie mógł oznaczać tylko jedno - shin splints. Nie będę wdawał się w fachowy opis tej przypadłości, wspomnę tylko, że w wyniku wstrząsów włókienka łączące mięśnie z kością odrywają się i tworzy się stan zapalny. Jeśli trenujemy dalej, pojawia się ból. Czasami po kilkunastu minutach biegu nieprzyjemne uczucie ustępuje i wszystko wydaje się być w najlepszym porządku. Do czasu. W skrajnych przypadkach shin splints może prowadzić do przeciążeniowych złamań kości.

Brzmi poważnie jak widzicie. Trzeba zatem szybko reagować, gdy pojawiają się pierwsze symptomy. Moje działania polegały na tym, że:
  • zacząłem na treningi zakładać kompresyjne opaski na łydki (firmy CEP)
  • 5-6 razy dziennie przykładałem zimny kompres żelowy na bolące miejsca (na 10-15 minut)
  • brałem leki przeciwzapalne, które można kupić bez recepty
  • czasami smarowałem maścią z diklofenakiem
  • moczyłem się od czasu do czasu w solnych kąpielach
Postanowiłem zaryzykować i nie zmniejszać obciążeń treningowych. Wiem jednak, że nie zawsze da się bez tego obyć. Czasami potrzebny jest odpoczynek od biegania. 
 
Myślę, że dużą rolę w wyjściu na prostą odegrała kompresja łydek. Nigdy nie byłem fanem tej technologii, ale muszę przyznać, że moje zdanie na jej temat ulega powoli korekcie. Stało się to na co liczyłem. Opaski spowodowały, że wstrząsy mięśni w okolicach goleni zostały mocno ograniczone. Dzięki temu SS nie pogłębiało się. Okłady z lodu i solanki pozwoliły ograniczyć stan zapalny. 
 
Nikomu nie życzę by musiał stosować takie zabiegi, ale jeżeli już coś podobnego Wam się przytrafi, nie załamujcie rąk. Z wszystkiego da się wyjść obronną ręką. Trzeba jednak działać z głową i konsekwentnie. 
 
Czego Wam i sobie życzę. :)

2 komentarze:

  1. Jeeej, też walczę teraz z wredną piszczelozą, przez to, że po dziesięciu miesiącach biegania po miękkich dróżkach musiałam na wakacje przenieść się na asfalt.
    Na szczęście cały czas staram się trzymać sytuację pod kontrolą, tak, że nie bolą w trakcie biegania, ale to kosztem miesięcznego kilometrarzu i w ogóle strasznie dołuje...
    No ale cóż. Trzeba być twardym.
    Czy po tej lodowo - cep-owej kuracji całkowicie przestało boleć?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak. Ja miałem tak, że czułem coś symetrycznie na dole piszczeli od wewnętrznej strony. I to tak przez pierwsze 5 minut biegu. Potem puszczało. Teraz już nie boli w ogóle. Kontroluję to i biegam w kompresji. Mam zamiar tak robić do czasu Maratonu Kampinoskiego. Życzę Ci zdrowia.

      Usuń