Data: 31.12.2016
Dystans: 31 km
Czas: 3:01:17
Budzik zadzwonił o 5:00.
- My to jednak jesteśmy jebnięci - pomyślałem.
Potem dowiedziałem się, że była to także pierwsza myśl Dawida. Trudno się dziwić. Kto normalny wstaje w Sylwestra na długo przed świtem, by ubrać się w biegowe ciuchy i wyjść na kilkustopniowy mróz? A potem lecieć po polach i przez lasy w świetle latarki czołowej. Znosić szczypiący w twarz mróz, pić lodowatą wodę i jeszcze... cieszyć się z tego wszystkiego. No właśnie... Trzeba mieć ostro zryty beret. ;)
Można by pisać o tej wyprawie długo. Jednak napiszę tylko jedno... to była jedna z takich wycieczek, o których opowiada się i pamięta bardzo długo. Liczę, że w roku 2017 uda nam się z Dawidem popełnić przynajmniej kilka takich wybiegań. Fajnie się spędza czas z towarzyszem, który docenia podobne rzeczy i widzi "zabawę bieganie" w taki sam sposób.
- My to jednak jesteśmy jebnięci - pomyślałem.
Potem dowiedziałem się, że była to także pierwsza myśl Dawida. Trudno się dziwić. Kto normalny wstaje w Sylwestra na długo przed świtem, by ubrać się w biegowe ciuchy i wyjść na kilkustopniowy mróz? A potem lecieć po polach i przez lasy w świetle latarki czołowej. Znosić szczypiący w twarz mróz, pić lodowatą wodę i jeszcze... cieszyć się z tego wszystkiego. No właśnie... Trzeba mieć ostro zryty beret. ;)
![]() |
| Zamarznięty zalew w Świerklańcu około godziny 7:45. |


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz