19 lutego 2018

Na Kotarz z problemami

6:00... Łukasz parkuje samochód w okolicach kościoła w Brennej. W planie mamy podejście niebieskim szlakiem na Kotarz (974 m n.p.m.), potem czerwonym na Biały Krzyż i być może Przełęcz Salmopolską (jeżeli tempo wędrówki będzie odpowiednio szybkie). Zejdziemy czarnymi znakami na Stary Groń i w dół po zielonych. Plan świetny, ale już na początku coś "nie pykło". Wchodzimy na szlak zielony (a przynajmniej nam się tak wydaje), którym chcieliśmy schodzić. Po kilkuset metrach stromego podejścia stwierdzamy, że coś nie widać oznaczeń szlaku... Łukasz odpala aplikację turystyczną i dowiadujemy się, że... niekoniecznie jesteśmy tam gdzie chcieliśmy. Szybki powrót do miasta, 30 minut w plecy. Cudny początek.

Dobrze, że wziąłem kijki (fot. Łukasz Misala)


Robi się jaśniej. Bez trudu odnajdujemy zielone znaki i wchodzimy na właściwą ścieżkę. Zadziwia nas stromość podejścia. Liczyliśmy na "spacerek", a tutaj szykuje się niezła walka. Śnieg słabo przetarty, miejscami zmrożony, ślizgamy się. Wyciągam kijki. Błogosławię chwilę, w której zdecydowałem się je zabrać.

Wieża "widokowa"
 
Do samego Starego Gronia idziemy ostro pod górę. Nie byliśmy gotowi mentalnie na takie wyzwanie. Pojawiają się pierwsze marudzenia, jednak brniemy dalej. Mija nas grupka biegaczy. Lecą od strony szczytu. W górnych partiach psuje się pogoda. Widoczność spada, chmury otulają nas ze wszystkich stron. Zaczyna padać śnieg, a raczej zmrożony deszcz, czasem powiewa wiatr, robi się niemiło. Teren się wypłaszczył, więc narzucamy mocniejsze tempo. 

Łukasz szuka dobrego kadru

Docieramy do polany z wieżą widokową, z której... nic nie widać. Jedyne co nas pociesza to fakt, że robi się fajny "fotograficzny" klimat. Czas zlatuje nam na wyszukiwaniu kadrów. Docieramy do Chaty Grabowa. Jeszcze kilka metrów w pionie i wychodzimy na czerwony szlak w okolicach Białego Krzyża. Przed nami malownicza polana z młodnikiem i kilkoma wysokimi drzewami. Świetny temat na fotografię. Próbujemy jakoś ciekawie do niego podejść. Spędzamy tam trochę czasu.


Tradycyjna ceremonia parzenia kawy na szczycie

Szybkie wejście na Biały Krzyż. Salmopol odpuszczamy. Ruszamy w stronę Kotarza, który jest przecież naszym głównym celem. Kilometry zlatują przyjemnie. Idziemy cały czas grzbietem, mało podchodzenia. Na szczycie postanawiamy odpocząć. Duża wiata zapewnia nam schronienie. Tradycyjną częścią naszych wspólnych wędrówek jest parzenie kawy za pomocą AeroPress. Niestety woda w termosie nie jest zbyt ciepła, wychodzi nam słaba lura. Czas wracać. Pozostaje kilka kilometrów schodzenia. Najpierw górami, potem przez miasteczko. O godzinie 11:30 jesteśmy z powrotem koło samochodu. 

Ruszamy w kierunku Zabrza...

Kolejny niesztampowy niedzielny poranek za nami. :)

2 komentarze:

  1. Świetna wycieczka :) tamte okolice znam jeszcze bardzo słabo, a można powiedzieć nawet, że wcale. Muszę się też wybrać.

    Pozdro Przemo ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie. Wybierz się. Szkoda tylko, że idziesz sobie czasem górą, dzikie tereny, a tu nagle sru... chałupa, albo słupy energetyczne. ;)

      Usuń