18 lipca 2015

Leśne Run - edycja Lato 2015

I believe I can fly ;)

Leśne Run to zawody zorganizowane dosłownie na "moim podwórku", a raczej w "moim lesie". W maciejowskiej kniei zdarza mi się trenować i kilka razy w tygodniu. Mam więc do tej imprezy wielki sentyment choćby z uwagi na miejsce, w którym się odbywa. 

Tradycją powoli stają się też ciężkie warunki atmosferyczne. W zeszłym roku było 30 stopni w cieniu, dzisiaj aura też rzucała biegaczom kłody pod nogi. Na miejsce zawodów postanowiłem... pobiec. To jakieś 3 km od mojego osiedla. Dobre na rozruch. Ledwo wyszedłem za drzwi... lunęło. Pogoda sprawiała wrażenie bardzo niestabilnej od samego rana. Gdy biegłem w stronę Kąpieliska Leśnego w Zabrzu, grzmiało już w oddali.

Miałem parcie na szkło ;)
Taktyka na same zawody była prosta. Lecieć na luzie, ale też nie odpuścić zupełnie. Postanowiłem trzymać tempo 5:10 min/km i dobrze się bawić. W aktualnej dyspozycji nie stać mnie na życiówkę na 10 kilometrów, postanowiłem więc że ten bieg będzie dla mnie szybszym treningiem. 

Niedługo po starcie zaczęło padać. Leśne ścieżki stawały się błotniste. Jednak dla mnie to znany klimat. Nie sprawiało mi to problemu. Leciałem swoje. Tempo oscylowało w granicach 5:05. Pod koniec pierwszej pętli rozpętało się lekkie piekło, a raczej powódź. Z nieba lało się strugami. Zawodnicy przemokli w mgnieniu oka. Byłem świadkiem kilku nieprzyjemnych upadków. Biegłem jednak z dużym zapasem sił i na szczęście nic złego mi się nie przytrafiło. 

3 x M czyli Maja, Maciek i Michał
Ostatecznie na metę dotarłem z czasem 50:07 i tempem na poziomie 5:07 (dystans był troszkę krótszy niż 10 km z moich obliczeń). Jestem z tego wyniku bardzo zadowolony, szczególnie, że zachowałem sporo siły i miałem wyraźny zapas mocy. ;)

Na koniec chciałbym serdecznie podziękować organizatorom za pomysł i wykonanie. :) Szczególnie tym co na zdjęciu z prawej strony: Mai, Maćkowi i Michałowi. Odwalili kawał dobrej roboty. Jeżeli zdrowie dopisze na pewno zamelduję się na edycji jesiennej i kolejnych. :)

Grunt to dobra zabawa
A właśnie. Może jeszcze anegdota z trasy. Na drugiej pętli zrobiło się bardzo luźno. Przez ostatnie 4-5 km gonił mnie dzielnie pewien zawodnik. Regularnie zmniejszał dystans, była duża szansa, że mnie dopadnie i wyprzedzi. Poczułem wielki szacunek i podziw dla niego. Byliśmy już nad Kąpieliskiem Leśnym, do mety jakieś 800 metrów. Miałem już może 10-15 metrów przewagi, pomyślałem, że chętnie wyrażę mu swój szacunek, zwolniłem więc i obracam się z uśmiechem:

  - Brawo stary! Pięknie mnie goniłeś! Szacunek! - mówię.
  - No leć chłopie, na co czekasz! - usłyszałem w odpowiedzi.
  - Ale ja się nie ścigam. Biegnę sobie dla zabawy dzisiaj.
  - Co?! To ja Cię gonię przez 5 kilometrów, a Ty mi mówisz, że to żarty?!

Przybiliśmy piątkę, rozstaliśmy się w przyjaźni. Potem była jeszcze chwila rozmowy na mecie. Bardzo miłe spotkanie. Zaraz po nim wyprzedziło mnie jeszcze 2-3 biegaczy. Prawie wszyscy zagrzewali mnie do walki. A ja już chłodziłem mięśnie. ;) Może zrozumieli, że na takich imprezach nie każdy ciśnie ile fabryka dała. Niektórzy biegną dla przyjemności. :) 

Galeria z zawodów

3 komentarze:

  1. Trzykrotne podziękowania dla 3 x M czyli: Maji, Maćka i Michała oraz pozostałych organizatorów i oczywiście WOLONTARIUSZOM !!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń