![]() |
| Przed startem |
Nie były to dla mnie łatwe zawody. Gdyby nie towarzystwo i motywacja mojego partnera, skończyłbym dużo gorzej (choć i tak rewelacji nie było). Ostatnie dwa tygodnie przygotowań były fatalne. Choroby córek, naciągnięte mięśnie pleców i barku, potem problemy z zatokami. Tak naprawdę startowałem będąc nie do końca zdrowym. Doświadczeni koledzy przestrzegali mnie przed konsekwencjami takiego postępowania. I mieli rację. Jednak postanowiłem stanąć do walki, bez względu na to, co może mnie potem spotkać. Startuję na tyle rzadko, że nie potrafiłem sobie odpuścić.
![]() |
| Przy podejściu na Kiczorę |
No i tam zaczęły się moje kłopoty. Odezwały się zatoki. Pulsowało w głowie, na dodatek doszły lekkie zawroty. Optymizm diabli wzięli. Po kolejnym podejściu miałem już wszystkiego dosyć. Łukasz zagadywał "To co? Truchtamy?", więc leciałem ile mogłem, a mogłem niewiele. Na płaskich odcinkach minęło nas wielu zawodników. Walczyłem, ale czułem się słabo. Stało się dokładnie to, przed czym mnie przestrzegano. Płaciłem frycowe za swoje waleczne serce. ;)
Galeria z zawodów


Bieg w trakcie choroby to trochę kiepski pomysł, ale taka walka... Chyba staje się do tego bardziej szlachetnym, co nie?
OdpowiedzUsuńGratuluję :D
Ciężka walka i słaby pomysł. Myślałem, że lepiej to zniosę. Ale tak jak napisałem, nie miałem na tyle siły by sobie odpuścić. Za rzadko biegam w zawodach, by lekką ręką z nich rezygnować. Ale frajda była tylko do połowy dystansu. Potem sporo cierpienia. ;)
UsuńGratulacje! Do zobaczenia 9.04 w Goleszowie. Maciek (miejsce 179 bo zdrowy)
OdpowiedzUsuńBrawo Maciek. Świetny wynik, gratuluję. Mam nadzieję, że 9 kwietnia zobaczymy się cali i zdrowi w Beskidach. :)Pozdrawiam.
Usuń